Dobra, trudno. Porozdzierałem trochę szaty, więc czas napisać.
Ze względu na pojawiające się coraz częściej informacje o tym, że z tymi maturami to nie będzie tak łatwo jak z pozostałymi egzaminami i że już są pierwsze szkoły, gdzie uczniów nie klasyfikowano bo "rada" nie zdołała uzyskać kworum czas uznać, że wysoka licytacja ZNP nie jest blefem i serio są oni gotowi zagrać all-in życiem i interesem Bogu ducha winnych cywilów postanowiłem, że jednak nie będę siedział cicho ku zachowaniu dobrych stosunków ze znajomymi nauczycielami i znajomymi strajk wspierającymi (oraz nieznajomymi, którzy w świętym oburzu zrobią ze mnie potwora z piekieł).
Stosunek mój do "ciała pedagogicznego" od bardzo dawna był mocno negatywny. Wynika z tego, że z tymże ciałem miałem do czynienia przez wiele lat nauki. Teraz, z perspektywy czasu, jestem w stanie wymienić zaledwie garstkę nauczycieli, którzy nie byli starymi Grażynami przyspawanymi do stołków, bez polotu, bez klasy, a często nawet bez odpowiedniej wiedzy. Rozmowy ze znajomymi wskazują dokładnie ten sam problem - nikt nie jest w stanie spośród swoich lat nauki wymienić więcej niż 2-3 nauczycieli, którzy serio byli w ich życiu kimś więcej niż tylko przykrym obowiązkiem. Jasne, wielu nauczycieli wspominam dobrze, ale nie dlatego, że byli dobrymi nauczycielami, a dlatego, że byli wyluzowani a ich lekcje nie sprawiały, że serce podchodziło do gardła ze stresu. Wielu się wspomina jako "dobrych", ale to tylko dlatego, że wiedzę wbijali do łbów niemalże terrorem. Po latach jednak człowiek uświadamia sobie, że ani luzackie podejście i zezwolenie na olewactwo ani bezwzględny terror, że myszka nie piśnie nie są cechami dobrego nauczyciela. Dobry nauczyciel to taki, który obie te cechy potrafi połączyć i do którego na lekcje idzie się jak na przygodę z wiedzą - trochę wystraszony, bo wymaga, ale jednak wiedząc, że będzie ciekawie. Ja takich nauczycieli mogę wymienić dwoje - oboje byli polonistami (jeden w podstawówce a druga w liceum). Być może właśnie dlatego, choć mój zawód ze słowem pisanym nie ma niemal nic wspólnego, tak do dziś mam zarówno potrzebę jak i (nie chwaląc się) umiejętności przelewania myśli na papier - stąd zresztą ta strona. Taką właśnie fascynację swoim przedmiotem powinien w uczniu inspirować, a przynajmniej inspirować próbować, nauczyciel. I jasne, nie mam prawa wymagać od wszystkich, żeby tacy byli - nie każdy przecież posiada wystarczający do tego talent. Ale przez olewaczy i terrorystów wielu młodych ludzi albo nie traktuje poważnie ich dziedziny albo ma taką traumę, że zrobi wszystko, żeby w życiu nie mieć z nią więcej nic wspólnego. I wszystkim tym nauczycielom, wg. strajkujących, należy się ta sama podwyżka. Bo tak mówi ta niesławna Karta Nauczyciela, socjalistyczny wynalazek, którego każdy rząd od dziesiątek lat boi się tknąć, gdyż ryzykowałby właśnie to co się dzieje teraz. A sami nauczyciele, powodowani źle pojmowaną solidarnością zawodową oraz większościowym stosunkiem nauczycieli "z przypadku" do nauczycieli prawdziwych, również nie próbują nic z tym zrobić. Ach, jakże inny byłby mój stosunek do tego protestu gdyby za żądaniami płacowymi szły propozycje zmian systemu - z wyrzuceniem do kosza Karty Nauczyciela na pierwszym miejscu. Ale tak nie jest. Nauczyciele jasno powiedzieli "Dej pieniądz albo zacznę zabijać zakładników". Czymś takim ciężko mi nie gardzić, przykro mi.
Nauczyciele pracują po 18h w tygodniu, co daje ok. 3,5h dziennie. Czyli nauczyciel zaczynający lekcje o 8:00 w domu jest w południe. I tak, macie rady, sprawdziany do sprawdzenia, musicie przygotować się do lekcji. Ale wasi uczniowie mają to samo - muszą się na sprawdziany nauczyć (co często jest trudniejsze niż ich późniejsze sprawdzenie) i do lekcji również się przygotować (do większej ilości lekcji dziennie niż wy), zaś w samej szkole siedzą po 7-8 godzin. Nie dam sobie wmówić, że 4h każdego dnia zajmuje wam załatwianie tych wszystkich spraw. Po prostu nie łykam tego i koniec. Szczególnie, że sprawdziany sprawdzone do uczniów trafiają często dopiero po tygodniu albo lepiej.
Marudzicie, że jest wam głośno w szkole i drogi panie, czy ty jesteś świadomy jakie to straszne? Otóż imaginuj sobie panie belfer, że tak. Że doskonale jestem tego świadomy bo do szkoły chodziłem i na tych przerwach na tych korytarzach siedziałem i musiałem znosić ten sam hałas dużo dłużej każdego dnia niż wy. Mało, ja nie mogłem się skamuflować w pokoju nauczycielskim i zaznać chwili spokoju od tego burdelu tak jak wy. Także proszę, weźcie ten argument, zrolujcie go w rulonik i wsadźcie sobie. Wszystkie te straszliwe trudy jakie musicie znosić wy, dorośli ludzie, którym za to płacą, muszą znosić dzieciaki za darmo. Jeżeli to wam nie przemawia do wyobraźni to uświadomcie sobie, że w wielu zawodach hałas jest znacząco większy. I choć waszym argumentem zawsze w tym przypadku jest "no, ale my mamy wykształcenie, gdzie nas porównywać do pracowników budowy" to uświadamiam wam, że na halach produkcyjnych, gdzie hałas jest często znacząco większy pracują inżynierowie od maszyn, którzy są od was niejednokrotnie lepiej wykształceni. I robią po 8h (albo lepiej). Przykłady mogę mnożyć, ale post i tak będzie długi, więc przyjmijcie proszę, że marudzenie na hałas jest żałosne i przestańcie się ośmieszać.
Pomimo tego, że pracujecie statystycznie mniej niż dowolny przedstawiciel niemal dowolnego zawodu, macie jeszcze w pełni płatne wakacje i ferie. Ogólnie to nie przepracowujecie się jakoś strasznie, nie? Ci z was, którzy pracowali na normalnym nine to five wiedzą, że ilość "urlopu" nauczyciela jest dwukrotnie dłuższa niż szarego żuczka. "Och, ale my w tym czasie musimy się dokształcać - ustawa nam każe, a nikt za to nie daje pienążka." Wyobraźcie sobie, że wszyscy, którzy poważnie traktują swoją pracę muszą stale zwiększać swoje kompetencje - bardzo często na własny koszt, bardzo często w czasie urlopów i czasu wolnego. Nikt nie dostaje na to drugie tyle urlopu. Poza wami, najbardziej poszkodowaną klasą zawodową w tym nieszczęsnym kraju. Mało tego, nawet porównując ilość waszych godzin do godzin belfrów z innych krajów Unii wychodzi na to, że pracujecie najmniej.
"No panie, ale jak tu porządnie prowadzić zajęcia, skoro klasy są tak przeludnione? Z 35 łebkami w klasie ciężko to ogarnąć...". Jasne. Tylko że to wynika z poprzedniego akapitu. Jakbyście mieli więcej godzin to mogłoby być klas więcej, a co za tym idzie w każdej mniej łebków. Gdybyście zaproponowali jakieś ustępstwa z waszej strony to całkiem inaczej byśmy patrzyli na wasz protest. Gdybyście byli gotowi za te większe hajsy jednak coś od siebie oddać to na pewno jakiś Schabowy nie wieszałby na was teraz psów. Gdyby chodziło, choć odrobinkę, o uczniów czy jakość kształcenia… Gdyby.
Zupełnie przy okazji. Wśród was, a co za tym idzie wśród protestujących, najwięcej – bo ponad 10% - jest wuefistów. Pracujących po tyle samo godzin co wy. Powiedzcie mi proszę, jakież to sprawdziany wuefiści sprawdzają po godzinach? Jak bardzo muszą przygotować się do rzucenia piłki gromadzie smarków i powiedzenia „grajcie w nogę a ja idę do kanciapy”? Karta Nauczyciela traktuje ich tak samo jak polonistów muszących przegryźć się przez 100 wypracowań po godzinach. Znowu kłania się nasza ukochana Karta.
A już najbardziej do szewskiej pasji doprowadza mnie to, że jako pracownicy budżetówki nagminnie okradacie budżet. No bo powiedzcie – ilu z was daje korki? Pewnie całkiem sporo, nie? A ilu znacie takich, którzy maja działalność i kasy fiskalne? Takich, którzy z tych korków się z fiskusem rozliczają? Ile paragonów wystawiliście rodzicom za te korki? Czuję w moczu, że liczba raczej nie dociera nawet do procenta. Jeżeli w ogóle odbija się od zera. A przecież to z tych pieniędzy, które do budżetu wpływają płacone są wasze pensje. To z tych pieniędzy są dla was podwyżki. I tych pieniędzy ni ma, więc o podwyżki też raczej ciężko. Sytuacja ta jest powszechnie akceptowalna, szara strefa ma się wspaniale. W dowolnej innej branży taka sytuacja byłaby skandaliczna, ale tu jakoś wszyscy przyjęli, że tak to już jest. Gdyby rodzice nagle postanowili wykazać ile wam zapłacili za nieopodatkowane usługi na czarno to zapewne sporo z was poszłoby z torbami, a część pewnie wręcz siedzieć. Nie mogę kupić jabłka bez paragonu, ale mogę kupić godziny korepetycji? Czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego? Dla mnie, jako wolnościowca to jest oczywiście klawe. Ale z drugiej strony jako wolnościowiec jestem przeciwny państwowemu szkolnictwu jako takiemu, więc albo-albo. Albo „Panie Rząd dej”, albo „Panie Rząd, przymykaj dalej oko”.
I do tego, na koniec, ten nieszczęsny termin strajku. Daliście się Broniarzowi wyprowadzić na przysłowiowe ulice w terminie, który dla was i waszych uczniów jest koszmarnie zły, ale za to doskonale pasujący funflowi Broniarza, Grzesiowi. W końcu poskładał właśnie swoją Koalicję Europejską i MUSI zrobić wynik w tych wyborach. Wyciąga więc wszystko co może, żeby narobić bajzlu. A wy, jak te bezwolne pacynki, idziecie za nim w ogień. Jak idioci bez żadnego pojęcia o otaczającej was rzeczywistości. „No ale panie Schabowy, a kiedy mielibyśmy protestować? W, hehe, wakacje? Kto nas poważnie potraktuje?”. A może by tak po prostu nie przyjść do szkoły od pierwszego września? Wtedy też są wybory, strajk taki byłby też niemożliwy do zignorowania, ale JEGO KONSEKWENCJE DLA UCZNIÓW BYŁYBY DO ODROBIENIA. Nie narażalibyście ich na stratę całego roku życia dla własnych, przyziemnych żądań (a tak naprawdę dla politycznej gry Schetyny). Również byłoby przed wyborami (i to ważniejszymi), również by bolało odpowiednio mocno, również rząd nie mógłby was zignorować. Ale nie. Idziemy teraz. Bo teraz Koalicja Europejska musi pokazać, że warto było ją zawiązywać i że może wygrywać z PiS. Bo inaczej do wyborów parlamentarnych nie dotrwa. I tym właśnie jesteście. Kamieniami rzuconymi na polityczny szaniec. Bezwolnymi chochołami w rękach sprytniejszych od siebie. Szkoda tylko, że na waszej głupocie ucierpią uczniowie.
k/
Choruję sobie więc mało czytuję i słucham niedorozwiniętych homunkulusów mianujących się naszą elitarną kastą polityczną, ale dotarły do mnie słuchy, że już niedługo już niebawem rząd zakaże używania przyłbic i maseczek innych niż chirurgiczne.
Naczelny homunkulus Najjaśniejszej Dyktypospolitej Paździerzowej prof. Horban raczył nawet wypierdzieć ustami zdanie, że "należy faktycznie wyrzucić te wszystkie pseudoochrony do kosza, zapomnieć o nich".
Z tego co pamiętam to samo ministerstwo "zdrowia" zamówiło tych przyłbic za 17 mln pieniążków, a poszczególne stacje epidemiologiczne, szpitale itp. na pewnie w sumie jeszcze więcej. Czy Pan Profesore właśnie powiedział, że ministerstwo, któremu klakieruje wyrzuciło do kosza 17 mln zł, a instytucje publiczne, działając za jego zaleceniami zapewne w sumie jeszcze więcej? Wie Pan Panie Profesore, że jest specjalne słowo na takie działanie? I specjalny paragraf nawet? Niegospodarność się to nazywa. I za to można nawet pójść siedzieć. Nie w Dyktciepospolitej wprawdzie, tu możecie sobie robić co chcecie, a wasz elektorat i tak na was zagłosuje "bo opozycja jest jeszcze gorsza" (co wcale nie jest aż tak głupim argumentem jak się spojrzy na opozycję), ale w cywilizowanym kawałku świata ten, kto ten zakup klepnął by przynajmniej poleciał wraz ze swoim szefem, ministrem.
No bo jak to wytłumaczyć? Jak zamawialiśmy to nie wiedzieliśmy, że bezwartościowe są te przyłbice? Co z was za eksperci w takim razie? Cały sztab doradców do natychmiastowej wymiany. A jak eksperci wiedzieli to czemu kupiliście? Albo przebimbaliście sporo hajsu albo jesteście niekompetentni jak William Hull w wojnie z 1812. Innego wytłumaczenia nie ma, więc wybierzcie sobie które wam bardziej pasuje.
k/
PS. Z zupełnie niepowiązanych wiadomości słyszałem też, że Seba Kulczyk rozpoczął produkcję tychże maseczek chirurgicznych już w grudniu. Ten to ma zmysł biznesowy, nie powiem. Żeby tak przewidzieć zalecenie rządu Najjaśniejszej na kilka miesięcy przed nią to naprawdę trzeba mieć kiepełę.
PPS. Sprawdźcie sobie jak skończył Hull. Nic nie sugeruję, ot ciekawostka historyczna.
Dzisiaj w Bydgoszczy odbyła się manifestacja przeciwko rządowi. Udział w niej wziął m.in. prezydent miasta z PO. W przemowie przywoływał konstytucję, która zapewnia możliwość spotykania się, organizowania manifestacji etc. Zachęcał do brania udziału w publicznych zgromadzeniach i prowokował obecnych policjantów. Do tego podawał przykłady zawłaszczania Polski przez PiS, np. zmiany lektur w szkole.
Jednym z mówców był również były redaktor naczelny bydgoskiej Gazety Wyborczej, który opowiadał o tym, co to znaczy wolne media. Ponadto mówił:
„Żyjemy w kraju, w którym teraz 25% ludzi mówi, że koronawirus to jest ściema i spisek, co czwarty. Jacek Kuroń w takich razach mówił: "Szkoła, durniu, szkoła!". Dlatego potrzebna jest wiedza i od tego są wolne media”.
Żebym dobrze zrozumiał: prezydent w czasach pandemii nawołuje do brania udziału w masowych manifestacjach antyrządowych, a chwilę później szczery demokrata z GW zwraca uwagę na niebezpieczeństwo epidemii covid i oburza się na ludzi, którzy są wobec niej sceptyczni, a wszystko dzieje się na manifestacji - zorganizowanej dzięki obejściu prawa - w której udział bierze kilkadziesiąt osób.
Scenarzysta tego widowiska mógł jeszcze na koniec wezwać Zordona, który oddałby statek kosmiczny na WOŚP, a oprawę muzyczną przygotował kodziarski bard z balladami o wolnych sądach.



